wtorek, 23 stycznia 2018



Polski rynek bokserski to cienizna, nie ma co tego ukrywać. Jesteśmy lata świetlne od rynku brytyjskiego, amerykańskiego czy rosyjskiego. Na naszym podwórku mamy aktualnie dwóch poważnych graczy - Andrzeja Wasilewskiego i Mateusza Borka. Pozostałych, mniejszych promotorów nie liczę.

Dwóch największych graczy regularnie umila nam życie swoimi twitterowymi potyczkami. Z czego wynika ten konflikt? Moim zdaniem powód jest oczywisty. Zacznijmy od krótkich charakteryzacji i promotorskiego CV obu panów.

Andrzej Wasilewski - rozpoczął poważny, zawodowy boks na terenie RP. Inwestował w wielu zawodników, często te inwestycje nie zwróciły mu się. Płacił zawodnikom stypendia, głaskał, przez długi okres czasu był jedynym poważnym graczem na polskim rynku. Ostatnio jego biznes posypał się. Działał według schematu - nabijać rekord, płacić za te wszystkie śmieszne paski w stylu WBC Baltic, jeździć na zjazdy i tam w kuluarach załatwiać swoim pięściarzom szanse walki o tytuł, których w normalnych okolicznościach w życiu by nie otrzymali, bo po prostu sportowo nie reprezentowali odpowiedniego poziomu. Ostatnio Pan Andrzej jakby stracił ochotę na inwestowanie w pięściarzy. Wpłynęło na to kilka spraw - mizeria polskiego boksu olimpijskiego (brak talentów), niewdzięczność lub głupota pięściarzy, przez co inwestycje nie zwracały się (vide Kostecki), a także utrata monopolu w stacji tv, która inwestuje najwięcej w polski boks (Polsat), na rzecz...Mateusza Borka.

Mateusz Borek - dziennikarz, pasjonat boksu, który postanowił zabawić się w promotorkę. Borek jako promotor to żółtodziób, dopiero uczy się biznesu. Ma jednak za sobą kibiców, którzy pokładają w jego pracy spore nadzieje (w tym ja), a także przede wszystkim giganta telewizyjnego. Borek ma zupełnie inny model biznesowy. On nie chce inwestować, nie chce wychowywać. Chce wziąć zawodnika, na którego ma pomysł, zapewnić mu profesjonalne obozy, promocje na najwyższym możliwym poziomie (próbkę mieliśmy przy okazji dwóch walk Tomka Adamka, gdzie Borek fachowo zadbał o jego PR i skleić galę (także z udziałem zawodników z innych grup). Gdzie więc jest problem? Dlaczego Panowie się nie dogadują? Dlaczego Mateusz Borek nie robi dużych gal z walką wieczoru jego przyjaciela Tomka Adamka, na którego nazwisku można by promować zawodników z grupy Wasilewskiego? Borek zarobi, Wasilewski zarobi, wypromuje swoich zawodników i jest sielanka. Ano dlatego:

Punkt widzenia Wasilewskiego - to on stworzył polski boks zawodowy, miał monopol. Nagle pojawia się taki Borek z dużym nazwiskiem i kradnie mu tv. On nie ma miejsca na promocję swojej grupy. Z jego punktu widzenia włożył serce w rozwój polskiego boksu, a tu przychodzi taki Borek podpisuje kontrakt z Adamkiem (koń pociągowy), dzwoni do jego zawodników, miesza im w głowach i próbuje ich podkupić. Wasilewski się napracował, a przyszedł taki Borek cwaniak i próbuje ukraść jego część tortu. Wasilewski uważa, że powinno się działać według jego schematu - cierpliwe budowanie zawodnika, łatwe walki i czekanie na szanse.

Punkt widzenia Borka - on po prostu wszedł na rynek i robi swój biznes. Skoro zawodnicy chcą z nim współpracować to nic Wasilewskiemu do tego, niech się zajmie swoją grupą i swoimi galami. Do tego dostał cios, gdy Polsat wybrał Wasilewskiego jako organizatora PBN w Krakowie. Nie ma co się czarować, walka Szpilka vs Zimnoch to najgorętsza walka pod względem emocjonalnym w polskim boksie, więc nic dziwnego, że Polsat chciał w to wejść. No ale wystarczyło, że ta walka wypadła i Wasilewski nie miał już z czego lepić. Finalnie Borek nie mógł zrobić swojej gali, za co wini Wasilewskiego.

Sporych rozmiarów ego obu panów stoi za tym konfliktem. Wasilewski uważa się za Ojca Chrzestnego polskiego boksu, a Borka za szkodnika, który nikogo nie wychował, nikogo nie wypromował od podstaw, jedynie robi szum i miesza zawodnikom w głowach. Borek z kolei uważa, że tak działa wolny rynek i ma do tego pełne prawo, a Wasilewski niech się zajmie swoim biznesem, skoro nie chce z nim współpracować. Poza tym Borek pewnie uważa, że Wasilewski miał swój czas i mimo wartości dodanej, którą "Wasyl" wniósł do polskiego boksu on lepiej zajął by się promocją zawodnika.

Osobiście doceniam wkład Andrzeja Wasilewskiego w polski boks, ciesze się jednak, że na rynku pojawił się Mateusz Borek. To powiew świeżości.

Oczywiście z niecierpliwością czekam na kolejne twitterowe batalie. Ostatnio jeżeli chodzi o nasz boks są ona najlepszą rozrywką. 

poniedziałek, 23 października 2017

Mariusz Pudzianowski.



Mariusz Pudzianowski debiutował w MMA w roku 2009. Nie tylko jako totalny żółtodziób, ale także jako osoba mająca trudniejszy start i kondycję na pół rundy. Od tego czasu minęło 8 lat.

W dniu wczorajszym Mariusz Pudzianowski ostatecznie udowodnił, że nikt nie ma prawa nazywać go "freakiem". Wykonał katorżniczą pracę. Można Pudziana nie lubić, nie zgadzać się z nim, ale nie można mu odmówić jednego - pracowitości. Facet przyszedł do świata MMA, jako mistrz strongman'ów. Całkowicie przestawił swój trening, pewnie po drodze popełnił wiele błędów. Jednak cały czas ciężko pracował na swoje małe sukcesy. Krok po kroku szedł do przodu. Nie gadał - trenował. Wczoraj dołożył do tego charakter. Bądźmy szczerzy, Mariusz nie miał siły i ochoty na 3 rundę. Jay Silva powinien go znokautować. Składając to wszystko w całość, Pudzianowski zasłużył na ogromny szacunek. Jako człowiek pokazuje młodym ludziom, że sukcesy osiąga się ciężką pracą. Nie pajacuje, nie mówi o tytułach, na które pewnie nie ma szans. Stawia sobie małe, realne cele i realizuje je szybciej lub wolniej. Mnie to bardzo imponuje.

Każdy kto ma cokolwiek wspólnego ze sportem -  trenuje sporty walki, biega, pływa, gra w szachy domyśla się jak ciężko pracuje Pudzianowski. Przeciętny Andrzej oczywiście będzie wymagał cudów i psioczył na Mariusza, że ten nie jest jeszcze "miszczem juefci". W końcu taki duży.

Pudzian nigdy nie będzie mistrzem mieszanych sztuk walki. Nigdy nie sięgnie po najwyższe laury. Jednak swoją postawą i podejściem zasłużył by nazywać go pełnoprawnym zawodnikiem MMA. Zapracował na to.

niedziela, 22 października 2017

Wieliczka, UFC, Newark, KSW.

Krotko w temacie trwajacego weekendu sportow walki.

1. Wieliczka - kiedy myslisz, ze polskie gale osiagnely juz dno i nizej upasc nie mozna, wtedy wjezdza Tomek Babilonski i serwuje Ci ten niebywaly paszkwil 125 metrow pod ziemia. Wydaje mi sie, ze bardziej pasowaloby 125 metrow ponizej jakiegokolwiek poziomu przyzwoitosci. O walkach poprzedzajacych wystep Cieslaka w ogole nie warto pisac, rywal Werwejko wystarczy za wszelki komentarz. Co do Michala, to nie widze go w ciezkiej. Widac bylo wczoraj, ze sporo stracil na dynamice. Niech tnie wage i wraca do cruiser.

2. UFC - poziom sportowy, to jednak poziom sportowy. Emocjonujaca, trzymajaca w napieciu gala. Wszyscy z dostepem do extreme zapewne ogladali, w przerwie na reklamy przerzucajac sie na Thrilla in Wieliczka, wiec nie bede sie specjalnie rozpisywal na temat poszczegolnych walk. Powiem tak - UFC nie jest w dupie, Panie Macieju.

3. Newark:

Sulecki weryfikacja. Zobaczylismy jego slabe punkty (niepotrzebne wymiany w poldystansie, nadmierne kozactwo, niestopujace rywala uderzenie), zastanawia ze Culcay, krory nie jest mistrzem nokautu podlaczal Macka. Polak pokazal jednak charakter, wygral zasluzenie i czekam na jego mistrzowska szanse. O Goloviknie moze jednak juz nie mowmy?

Masternak - rywal mu lezal. Master dobrze czuje sie w ataku, gdy zostawi mu sie miejsce. Duzo gorzej, gdy sie go przycisnie. Walka bez historii. Mateusz to zaplecze scislej czolowki CW.

Diablo - lubie Krzyska, ale szkoda strzepic ryja. CZTERY CIOSY. CZTERY, KURWA. NAPRAWDE CZTERY.

4. KSW jest w dupie. Jeszcze nigdy nie mialem chwili zawahania czy wykupic PPV lub jechac na gale. Dzis mam. Jaralem sie rewanzem Gamrot vs Parke, ale na dystansie 5 rund. Jak zwykle jestem ciekawy postepow Pudziana, ale cyrk z 2 zawodnikami na wazeniu przejdzie do historii MMA. Jaralem sie Anzorem, bo lubie go ogladac, ale wypadl. Gdyby nie powrot mojego ulubionego fightera, to bym odpuscil PPV. Dobra, zartuje. I tak bym kupil, ale wiedzcie Panowie L&K, ze ta gala jest slaba.

czwartek, 21 września 2017

KSW przy UFC to jak Euroliga przy NBA.









Jestem fanem KSW. Serio. Oglądałem na żywo z pewnością minimum 10 gal. Cieszę się sukcesem chłopaków i tym, co udało im się zbudować. Szanuję ich ciężką pracę. Fakt, że zaczynali od zera. Sami sobie wszystko wypracowali. Stworzyli świetne widowisko. Gala na Narodowym była spektakularna i była niesamowitym przedstawieniem.

Przeszkadza mi jednak pewna narracja. Wczoraj (po raz 8382273247), właściciele federacji próbują robić podjazd w kierunku UFC. To trochę groteskowe. Fakt, że Michał Materla (notabene mój ulubiony zawodnik mieszanych sztuk walki) wybrał pozostanie w KSW, zamiast UFC znaczy tylko tyle, że aktualnie ma nieco "skomplikowaną" sytuację życiową i woli bezpieczne pieniądze z KSW. To, że Mariusz Pudzianowski mówi "swoje UFC mam w PL", również nic nie znaczy. Bądźmy szczerzy, czego Pudzian miałby szukać w UFC? Kogo z zakontraktowanych zawodników wagi ciężkiej mógłby tam pokonać? Jedno nazwisko.

Najlepszym przykładem porównania poziomu sportowego KSW oraz UFC jest Janek Błachowicz. Mistrz KSW, odchodzący w glorii chwały do największej organizacji na świecie. Bilans Janka w KSW 17-2, bilans Janka w UFC 2-4.

Sorry Panowie, ale też wolałbym być przepłacany i walczyć z zawodnikami z średniej półki niż iść do największej organizacji na świecie, gdzie mogę szybko dostać po buźce za mniejsze pieniądze. W UFC by zarabiać ogromne pieniądze (dużo większe niż w KSW), trzeba to sobie wywalczyć w oktagonie. Zawodnicy są przecież tego świadomi i wolą cieplutkie KSW, bycie gwiazdą i pewną pensję. Dodatkowo dochodzi brak kontroli antydopingowych, w UFC szaleje USADA. Oto powody, dla których Wasi mistrzowie wolą pozostać w KSW. Umówmy się - sportowo żaden z mistrzów KSW nie plasuje się w pierwszej 15stce światowego rankingu, swojej kategorii wagowej.

Dziwię się im tylko, że uprawiają ten sport przez całe życie, wszystko mu podporządkowują i nigdy nie dowiedzą się, na ile faktycznie byli mocni. Nie zaryzykują pracy "na prowizji", wolą "stałą podstawę" od KSW.

piątek, 15 września 2017

Lista pięściarzy, z któymi polscy ciężcy nie mają żadnych szans.

Wymowny jest komentarz Zbigniewa Raubo, zapytanego przez dziennikarza bokser.org, o najlepszego polskiego ciężkiego. Pan Zbigniew przez 15 sekund milczy i ironicznie się uśmiecha. 

O stanie polskiej wagi ciężkiej najlepiej świadczy fakt, że najlepszym polskim pięściarzem jest 41-letni (prawie) bokser, który nigdy nie miał warunków na królewską kategorię. Zobaczcie zatem jaka przepaść dzieli polskich "młodych, zdolnych" prospektów od ich rówieśników z innych krajów. 

Miała być lista, zatem zaczynamy:

Anthony Joshua - tu nawet nie ma o czym gadać, każdy polski ciężki pada wtedy, gdy AJ'a naszłaby ochota by zakończyć walkę. 

Alexander Povetkin -  Wach przegrał przez TKO, z Wawrzykiem nie zdążył się spocić. Nikt z polskich pięściarzy nie dotrwałby do końcowego gongu. 

Deontay Wilder - Szpilka przez ciężkie KO, cała reszta skończyłaby w ten sam sposób, gdyby Deontay uruchomił wiatrak. 

Kubrat Pulev - Joeya Abella Kubrat znokautował. Przegrał tylko z Kliczko, po twardym pojedynku zresztą.

Luis Ortiz - wyobraźcie sobie co King Kong zrobiłby np z Arturem Szpilką. Oczywiście przed walką, Artur zapowiadałby że będzie go oszukiwał, bił z kontry, "katował", w samej walce stanąłby pod linami, a po walce powiedziałby, że tak właściwie Ortiz nie bije tak mocno jak np Mollo, bo to nie był ciężki nokaut, a on wszystko pamięta.

David Haye - David to inna liga. Znokautował kiedyś Tomasza Bonina, wysłanego na pożarcie. Teraz byłoby podobnie.

Carlos Takam - czołg, który przejechałby sie po polskiej wadze ciężkiej. Myślę, że jednego wieczoru mógłby wziąć walkę z Wawrzykiem, Zimnochem i Szpilką. Z Adamkiem, Kownackim czy Wachem raczej nie, bo Ci padliby później.

Dillian Whyte - kolejny czołg i ta sama sytuacja co wyżej.

Tyson Fury - obstawiam, że wystarczyłoby zbicie wagi do 130kg. Chociaż w pojedynku z Zimnochem czy Wawrzykiem to obstawiam, że i przy 150kg mógłby dać radę.

Bryant Jennings - ByBy powraca. Znokautował już Szpile. Jak dostanie kolejnego naszego to też go znokautuje, lub wysoko wypunktuje.

Joseph Parker - fajnie sprzedałaby się walka z Wachem. Dwóch wysokich, niezłych technicznie. A, nie moment, tylko jeden jest niezły technicznie. Głowa Wacha przez 12 rund odbijała by się od lewego prostego Parkera.

Wladimir Klitschko - Wladimir niedawno zakończył karierę. Myślę, ze przepłynąłby z 10 długości basenu i każdy nasz zawodnik, kończy na dechach gdy kasa za reklamy z RTLu by się zgadzała.

Vitali Klitschko - Vit nie walczy od kilku lat. Była już sytuacja, że miał długą przerwę, wyszedł i znokautował ówczesnego mistrza Samuela Petera. Teraz wystarczyłoby zrobić cardio i tytuł Mistrza Polski stoi przed nim otworem. Pytanie czy to cardio byłoby mu w ogóle potrzebne, bo jakoś nie widzę Andrzeja Wawrzyka, przyjmujące od Ukraińca kombinację lewy-prawy i stojącego dalej na nogach.

Andy Ruiz Jr - tutaj z kolei dobrze stylistycznie pasowałby Kownacki. Smutne jest to, że ktoś traktujący boks tak nieprofesjonalnie wygrałby z każdym Polakiem. 

Dodałbym jeszcze kilku pięściarzy wagi junior ciężkiej. Usyk, Bellew, który wygrał z Haye w HW. Ponadto jest wielu pięściarzy w ciężkiej oprócz wymienionych powyżej, z którymi polscy zawodnicy nie byliby faworytami, np. Miller, Browne czy Breazeale, który całkiem niedawno znokautował Izu Ugonoha. 

Jak tak dłużej nad tym się zastanawiam, to dochodzę do wniosku, że najlepszym polskim ciężkim byłby... Krzysztof Głowacki po dobiciu kilku kilogramów. Szczerze, na kogo byście postawili? Głowacki wnoszący na wagę 95kg czy Wach? Ja na Głowackiego. 

Smutno pisać takie wpisy. Niestety taki jest stan rzeczy, a zawodnicy pokroju Krzyśka Zimnocha, Mariusza Wacha czy Andrzeja Wawrzyka mówiący o pasach w HW, brzmią po prostu śmiesznie i irracjonalnie. Niestety. Przyznam szczerze, że wierzyłem w Artura Szpilkę. Po cichu liczyłem, że z jego medialnością, "szczęście" się do niego uśmiechnie, dostanie walkę ze słabym mistrzem typu Parker, wzniesie się na wyżyny swoich umiejętności i wypyka takiego Parkera. Po ostatniej walce z Kownackim niestety nie mam już złudzeń. 

Tymczasem czekajmy na lepsze czasy i wspominajmy Andrzeja Gołotę.



sobota, 9 września 2017

Dlaczego Zimnoch przegra z Abellem?

Nie jestem fanem talentu Krzysztofa Zimnocha. Uważam, że to przykład niezłego boksera amatorskiego, który ze swoją specyfiką nie ma szans na wielkie sukcesy na ringach zawodowych. Słaby cios, miękki, ani szybki, ani silny, ani świetny technicznie. Typowy przeciętniak.

Abell to yourneyman. Przegrywał już 9 razy. Najczęściej przed czasem. Stoczył dobre i twarde pojedynki z Pulevem czy Furym. Potężne bydle, które ma czym przyłożyć. Według mnie to lepsza wersja Mike'a Mollo, z którym Zimnoch przegrał pierwszy pojedynek. Ma także słabą szczękę i tutaj upatrywałbym szans Krzysztofa w tym starciu. Przetrwać pierwsze 4 rundy, a później metodycznie go wykończyć. Nie spodziewam się, by Amerykanin dysponował dobrym cardio, które starczyłoby na cały dystans.

Kurs na Zimnocha 1,67, na Abella 2,15. Moim zdaniem bardziej opłaca postawić się na Amerykanina. Uważam, że Zimnoch w pierwszych rundach zaliczy deski. Czy Abell to skończy? To już pokaże ring. Jeżeli Zimnoch zwycięży, wtedy w grudniu będziemy mieli wielki, polski, medialny hit w Krakowie, a on sam zarobi z pewnością zdecydowanie największe pieniądze w karierze. Ma o co się bić. Zobaczmy zatem czy Krzysztof Zimnoch zanotował kolejny progres. Dużych emocji przed TV!

wtorek, 5 września 2017





Przez ostatnie miesiące, a właściwie lata prowadziłem jedynie facebook'owy FP. Postanowiłem jednak, że czas na dobre wrócić do pisania na blogu. Głownie przez zapytania na facebook'ową skrzyknę, za co serdeczne dzięki!

Na początek artykuł dotyczący głośnego ostatnio starcia Szpilka vs Kownacki. Właściwie to skupię się na Arturze, bo na nieszczęście jego antyfanów, to wciąż najpopularniejszy polski pięściarz.

Artur Szpilka to bokser techniczny. Niech nie zmyli Was jego wizerunek. Wychodzenie w chuście, groźne miny czy pseudokibicowska przeszłość, zakończona pobytem w sanatorium. To pięściarz, którzy najlepiej walczy tak jak to robił w pojedynku z Tomkiem Adamkiem. Z kontry. 

Szpila ma jednak wiele mankamentów. Przede wszystkim, jest zbyt delikatny jak na wagę ciężką. Można zaklinać rzeczywistość, ale Szpilka nie ma warunków na wagę ciężką. Typowy cruiser. Nie pomoże tu żadne odcinanie się od mediów społecznościowych, zmiana charakteru czy nowy trener. Jest pewien typ pięściarzy w wadze ciężkiej, których styl powoduje, że szanse Artura drastycznie spadają. Takim stylem dysponuje Adam Kownacki. Mocny pressing, silne uderzenie, rzucanie dużej ilości ciosów i spychanie do lin. Biorąc pod uwagę kruchość Szpilki i jego kiepską defensywę taki styl sprawia, że Artur robi się w ringu bezradny.

Takim stylem dysponował też Mike Mollo, który trzykrotnie posyłał Polaka na deski. Po prostu w późniejszych rundach zabrakło mu energii i dlatego przegrywał. Był po prostu stary. Łatwo pisać z perspektywy czasu, ale moim zdaniem błąd został popełniony przez promotora oraz sztab trenerski,  który wystawił Szpilkę do walki z Kownackim. Nie mówię tu o klasie Adama, bo tej tak na dobrą sprawę jeszcze nie znamy i nie wiemy na co go stać, ale właśnie o jego stylu.

Powiem więcej, moim zdaniem Szpilka wygra potencjalną walkę z Zimnochem. Według mnie to zawodnik, który idealnie będzie mu pasował. Tyle, że jeżeli w głowie jego ekipy pojawi się później pomysł wystawienia go na zawodników typu Povetkin, Ortiz czy Carlos Takam to skończy się to kolejnym nokautem.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Hejterzy na start !



Tym razem wpis nie dotyczący boksu bezpośrednio. Chciałbym podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami odnośnie zjawiska, popularnie określanego jako hejting. Do napisania tego artykułu zainspirowały mnie ostatnie porażki polskich zawodników - Tomka Adamka w walce z Glazkovem, wcześniejsza Artura Szpilki z Jenningsem czy też świeża Daniela Omielańczuka w oktagonie UFC.

Nigdy nie dziwiły mnie negatywne opinie na temat działalności innych na popularnych portalach o zasięgu krajowym. Wiadomo -  ludzie sfrustrowani, bez perspektyw i znudzeni własnym życiem znaleźli idealne miejsce, w którym mogą wylać swoje żale i zaznać trochę emocji. A to ktoś odpisze, a to z kimś się pokłócą - i to gratis. Jedynym warunkiem było podłączenie do internetu i zainstalowanie przeglądarki. Żyć nie umierać. Rozumiałem też pomyje wylewane na zawodników w popularnych i co ważne (uwaga!) DOBRZE PŁATNYCH dyscyplinach. Też sprawa jasna - w Polsce wszyscy znają się na piłce, każdy na WFie grał w kosza. Skoro każdy grał to dlaczego taki Marcin Gortat ma zarabiać tyle kasy? Dlaczego MG ma jeździć nowiutkim BMW M5, skoro ja ciężko haruje za 2000zł?! Co tam że chłopak od dzieciaka wylewał siódme poty na treningach, po drodze zaliczył kilka kontuzji, usłyszał tysiące zniechęcających opinii, podjął kilka właściwych decyzji. Po prostu miał SZCZĘŚCIE. Skoro on miał SZCZĘŚCIE, a ja nie to dlaczego mam mu nie wypomnieć nowiutkiego BMW M5? Toż to niesprawiedliwe! (specjalnie dla co bardziej wrażliwych foto)


Myślałem jednak, że zjawisko hejtingu nie dotyczy sportów walki. Dyscyplin, których podwaliny zbudowane są z takich wartości jak pokora i szacunek. Ostatnie miesiące pokazały, że się myliłem. Tomek Adamek, z Mistrza Świata w dwóch kategoriach wagowych, ringowego twardziela z zasadami stał się nudnym waciakiem, religijnym fanatykiem walczącym tylko dla pieniędzy. Artur Szpilka w ciągu 30 minut z polskiej nadziei wagi ciężkiej został beztalenciem, które jedyne co potrafi to błyszczeć w mediach. Serio, Wy tak na poważnie?!
Przecież ludzie sportów walki - czy to boksu czy MMA, oni wszyscy wywodzą się z małej śmierdzącej salki. Wszystko co osiągnęli zawdzięczają sobie, trenerom i rodzicom. Swojej pasji, samodyscyplinie i chęci osiągnięcia czegoś więcej. Dla siebie, rodziny, Polski (tak dla Was, żebyście podjarani mogli nastawić budzik na 3:00 w sobotni wieczór). O ile jestem w stanie zrozumieć niedzielnych kibiców (to tacy, którzy na galach gdy walka toczy się pod linami krzyczą "daaaajeeesz", tudzież "zaaaaabij go"), to nie ogarniam hejtowania przez osoby, które kiedykolwiek były na sali, dostały kilka razy w mordę i w myślach dziękowały że to już koniec treningu. Szanujmy zawodników, których mamy i którzy dają nam emocje. Krytyka? Jasne, ale sensowna. A wszystkim tym, którzy swoje kompleksy chcą leczyć na naszej dyscyplinie mówię - idźcie hejtować gdzie indziej, albo wprost  - od boksu się odpierdólcie ;)

wtorek, 25 marca 2014

Al Haymon - Bóg Boksu?




Znacie tego Pana? Dla fanów serialu Breaking Bad - zagadka będzie bardzo prosta. Jeden z głównych bohaterów BB, oficjalnie właściciel legendarnego Los Pollos Hermanos, a nieoficjalnie Bóg narkotykowego biznesu. Dlaczego trafił na blog o tematyce pięściarskiej? Ano dlatego, że serialowa fikcja kojarzy mi się z bokserską rzeczywistością. By być precyzyjnym - chodzi o tego Pana.



Al Haymon. Absolwent Harvardu, prawnik, założyciel firmy Haymon Entertainment. Człowiek widmo. Mówiąc wprost - najbardziej wpływowy człowiek w pięściarskim świecie. Wystarczy wymienić listę jego podopiecznych, którą rozpoczyna się od króla PPV - Floyda Mayweathera Jr. Oprócz lidera rankingów bez podziału na kategorię wagowe kontrakt z AH podpisali m.in.: Amir Khan, Adonis Stevenson, Chris Arreola, Denotay Wilder, Adrien Broner, Lucas Matthysse, Lamont Petereson czy Danny Garcia. 

Haymon to człowiek majętny. Przez 20 lat zajmował się organizacją koncertów gwiazd czarnej muzyki (Whitney Houston, Janet Jackson czy MC Hammer). Zajmował się w znaczeniu dosłownym, ponieważ wyciął wszystkich pośredników, czuwając nad wszystkim od A do Z. Dzięki swemu profesjonalizmowi dorobił się olbrzymich pieniędzy. Zatem skąd pomysł na boks? Legenda głosi, że w 1978 roku starszy brat Ala, Bobby Haymon stanął do ringu z legendarnym Sugarem Rayem Leonardem. Oficjalny werdykt to zwycięstwo SRL przez nokaut. Jednak według otoczenia starszego Haymona, ciosy SRL padły po gongu. Cała historia miała mieć decydujący wpływ na młodszego Haymona i jego późniejszą działalność w boksie zawodowym.

Al cieszy się w środowisku nienaganną opinią. Dba o swoich podopiecznych, traktując ich w sposób uczciwy. Sam Floyd Mayweather stwierdził, że spotkanie Haymona to najlepsze co mogło mu się przydarzyć. Złośliwi rozszyfrowują skrót telewizji HBO, jako Haymon Boxing Organisation  Jednak wpływy AH to nie tylko HBO - za pośrednictwem innych promotorów (Di Bella, Shaw, Goosen) drzwi do Showtime stoją przed nim otworem. 

Wielu fanów ostrzy sobie zęby na bezpośrednie pojedynki najlepszych pięściarzy globu. Któż nie chciałby zobaczyć walki Pacquiao vs FMJ czy Bradley vs FMJ. Bob Arum się starzeje, Oscar de la Hoya stał się częstym bywalcem klinik odwykowych, a Richard Schaefer to dobry znajomy bohatera tego artykułu. Jeżeli GBP i Al Haymon połączą siły możemy być świadkami największej dominacji jednej stajni od złotych czasów Dona Kinga.  Pozostaje pytanie czy człowiek widmo wyjdzie z cienia i da fanom walki na które czekają czy też jak rasowy prawnik będzie kierował się jedynie dobrem swoich klientów. Pozostaje mieć nadzieję, że duet Haymon & Schaefer nie podzieli losów dwójki Walter White i Gustavo Fring ;) 

niedziela, 2 lutego 2014

Wymarzone walki Polaków w nadchodzących miesiącach.



Przed wieloma polskimi pięściarzami czas wyboru kolejnych rywali. Poniżej prezentuje zestawienia, które według mnie byłyby najbardziej elektryzujące. Walki z największym ładunkiem emocjonalnym. Zaczynamy:

1) Tomasz Adamek. "Góral" od miesięcy uparcie twierdzi, że jego celem jest pojedynek z młodszym z braci Kliczko. Dobrze powiedziane - pojedynek. Sam pojedynek, nie zwycięstwo. Dobra wypłata i zakończenie kariery. Każdy kto choć trochę zna się na boksie wie, że Tomek w tym starciu jest bez szans. Nie ma pojedynczego uderzenia by znokautować Ukraińca, a urwać mu więcej niż 1-2 rundy nie sposób. Taki pojedynek kompletnie mnie nie interesuje. Chciałbym aby Tomek poszedł drogą po pas WBC. Najbliższa walka z Glazkovem jest bardzo ciekawa, da nam odpowiedź ile zostało Adamka w Adamku. Jeżeli Tomek wygra ten pojedynek chciałbym by zmierzył się ze zwycięzca walki Arreola vs Stiverne. Obaj pięściarze już ze sobą walczyli, wtedy wygrał Stiverne - nie sądze by teraz miało być inaczej. Glazkov w rankingu WBC jest na 13 miejscu, Adamek na 9. Po ewentualnej wygranej Tomek powinien podskoczyć. Jeżeli to nie wystarczy przed nim jest wielu ciekawych oponentów. Tak więc droga Adamka:
a) Glazkov
b) ewentualnie Charr/Jennings/Chisora/Perez/Wilder
c) o pas WBC Stiverne

2) Krzysztof Włodarczyk. "Diablo" po raz kolejny pozostał bez rywala. Miał być Drozd, miał być Sosnowski. Kto teraz? Wymarzonym oponentem jest oczywiście Marco Huck. Pozostali mistrzowie mają już zaplanowane walki: Hernandez vs Kołodziej, Lebedev vs Jones. Kto jeżeli nie Huck? Rewanż z Chakhkievem raczej nie wchodzi w grę - obóz Rosjanina póki co nie jest zainteresowany. Zresztą mnie osobiście ten pojedynek specjalnie nie ekscytuje. Diablo musi budować swoją pozycję na nowych oponentach. Wybór jest znikomy: Afolabi, Bellew, Mchunu, Makabu. Wymarzona droga Diablo to unifikacja tytułów:
a) Huck
b) Hernandez
c) Lebedev/Jones

3) Artur Szpilka. "Szpila" musi być prowadzony ostrożniej. Po wczorajszym wieczorze chętnie zobaczyłbym go w starciu z McCallem. W tym czasie Zimnoch mógłby korespondencyjnie zawalczyć z Mollo, by na jesień w starciu na PBN doszło do wyczekiwanej walki Szpilka vs Zimnoch. Zakładając zwycięstwa Artura w obu przypadkach w grudniu poprzeczka mogłaby pójść oczko wyżej. Przykładowi rywale w zasięgu Szpilki na koniec roku: Fres Oquendo, Kevin Jonhson, Alexander Ustinov, Alexander Dimitrenko, czy Seth Mitchell. Oczywiście można również dłużej poczekać i w grudniu dać Arturowi rywala, który da mi kilku twardych rund: Rekowski, Sprott, czy "legendarny" już Zack Page. Ja nawet skłaniałbym się ku tej drugiej opcji:
a) McCall
b) Zimnoch
c) Sprott
d) Jonhson
e) Oquendo
f) Dimitrenko
g) Mitchell
Po zdaniu tych egzaminów można dopiero ZACZĄĆ myśleć o trudnym rywali w postaci Chisory, Arreoli czy Pereza.

4) Andrzej Fonfara. "Polski Książe" jest prowadzony wzorowo. Trudne pojedynki (z Johnsonem, Campillo) przeplatał łatwiejszymi rywalami (Karpency, Miller), by otrzymać swój życiowy strzał z Stevensonem. Nie można się przyczepić do matchmakingu. Ciężko jednak ułożyć drogę dla Andrzeja, ponieważ wszystkie odpowiedzi otrzymamy dopiero 24 maja.

5) Mariusz Wach. "Viking" uczciwie przyznał, że z Kliczko nikt nie ma szans. Uważam, że Mariusz może dać nam kilka emocjonujących walk. Chętnie po powrocie i przetarciu, np. z Ondriejem Palą zobaczyłbym go w starciu z Chisorą/Furym/Wilderem czy Jenningsem.
a) Przetarcie
b) Chisora/Fury/Widler/Jennings

To potencjalne zestawienia dla najpopularniejszych polskich pięściarzy. Do tego dorzuciłbym kilka zestawień innych polskich fighterów. I tak w 2014/15 moglibyśmy obejrzeć:
a) Kołodziej vs Hernandez
b) Fonfara vs Stevenson
c) Adamek vs Glazkov
d) Adamek vs Jennings
e) Adamek vs Stiverne
f) Włodarczyk vs Huck
g) Szpilka vs McCall
h) Szpilka vs Zimnoch
i) Wach vs Fury
j) Proksa vs Sulęcki
k) Głowacki vs Masternak
l) Wawrzyk vs Rekowski
m) Jonak vs ktokolwiek wartościowy

Z pewnością nie nudzilibyśmy się w Soboty ;-) A jakie walki Wy chcielibyście zobaczyć?

środa, 29 stycznia 2014

KnockOut Promotions - grupa Andrzeja Wasilewskiego i Piotra Wernera.



Nastał czas weryfikacji, przykrych weryfikacji dla właścicieli KnockOut Promotions. Po latach obijania przysłowiowych "Słowaków i Węgrów" nastał czas walk z wymagającymi rywalami. Mentalność polskiego kibica uległa zmianie, wymaga więcej. Interesują go starcia Polaków z trudnymi przeciwnikami, gale w Krynicy czy Raciborzu podczas których polscy pięściarze obijają nikomu nieznanych hydraulików czy pracowników budowlanych odchodzą do lamusa. Przeskok dla polskich pięściarzy jest jednak olbrzymi. Jak ostatnio stwierdził Fiodor Łapin w kontekście Artura Szpilki z podstawówki trafiają na studia.

Kto tak właściwie znajduje się w grupie Andrzeja Wasilewskiego i Piotra Wernera?

1) Krzysztof Włodarczyk - sprawdzony, zweryfikowany, jedyny polski Mistrz Świata.
2) Andrzej Wawrzyk - obił 27 kelnerów, by w 28 walce stanąć na przeciw Mistrzowi Olimpijskiemu, jednemu z najlepszych ciężkich A. Povetkinowi. Jak to się skończyło wszyscy widzieli - całkowita kompromitacja Wawrzyka.
3) Damian Jonak - ma na swoim koncie 37 "Słowaków i Węgrów". W najbliższym czasie stanie do swojej weryfikacji. Stawiam dolary przeciw orzechom że skończy jak Wawrzyk.
4) Paweł Kołodziej - 33 "Słowaków i Węgrów". 8 marca powalczy o tytuł IBF z Hernandezem. Obawiam się, że weryfikację przejdzie negatywnie.
5) Maciej Miszkiń - po obiciu 15 bumów, przegrał z mocno przeciętnym Vincentem Feigenbutzem. Całkowicie bez szans na ważne tytuły. 
6) Artur Szpilka - medialna gwiazda numer jeden. Weryfikacja z Jenningsem totalnie oblana. 
7) Dawid Kostecki - 39 bumów w jego rekordzie. Aktualnie przebywa na wakacjach. 
8) Łukasz Janik - całkiem niezła weryfikacyjna walka z Afolabim. Mistrzem Świata jednak nigdy nie będzie. 
9) Grzegorz Proksa - miał być wielką gwiazdą. Oblał jednak oba sprawdziany z Morą i Golovkinem. 
10) Krzysztof Głowacki - także przed weryfikacją. 

W ostatnim czasie negatywnie zweryfikowani w kontekście walk o tytuł zostali: Wawrzyk, Miszkiń, Szpilka, Janik, Proksa. 
Przed swoimi sprawdzianami są: Kołodziej, Jonak, Głowacki. 
Do tego dochodzi odpoczywający Dawid Kostecki oraz grupa młodziutkich zawodników (np. Runowski). 

Wniosek z tego jest prosty: z pustego i Łapin nie naleje. W Polsce boks amatorski NIE ISTNIEJE. Andrzej Wasilewski na siłę dociąga swoich podopiecznych do walk mistrzowskich. Budując im dobry PR w mediach i skutecznie negocjując na zjazdach federacji. Jednak dopóki nie zaczniemy osiągać sukcesów w boksie amatorskim dopóty będziemy świadkami przykrych weryfikacji. 

niedziela, 26 stycznia 2014

Artur Szpilka - obraz po wojnie.



Walka z Jenningsem miała dać nam kilka odpowiedzi i dała. "Szpila" nie jest jeszcze gotowy na boks na najwyższym poziomie. Początek walki (a właściwie pierwsze 4 rundy) były w wykonaniu Polaka dobre. Jennings nie potrafił dostosować się do stylu Szpilki. Na kartach punktowych widniał remis. Niestety pozostałe 6 rund to zdecydowana dominacja Bryanta Jenningsa.

Na początek przekornie - za co można Artura pochwalić. Przede wszystkim widać było, że poprawił swoją defensywę. Oczywiście nadal jest dziurawa i na najwyższym poziomie z taką obroną Szpilka nie ma czego szukać, ale widać progres w tym elemencie. Dobra praca na nogach, w porównaniu z poprzednimi pojedynkami zdecydowanie więcej zejść/zajstepów. Do tego dochodzą stałe atuty Artura, a więc dynamika i szybkość.

To jednak zdecydowanie za mało, za mało na Jenningsa. Według mnie podstawowym problemem Artura jest częstotliwość zadawania ciosów. Szpilka uderza zdecydowanie zbyt rzadko. Do tego w zdecydowanej większości są to uderzenia pojedyncze. Na tym poziomie trzeba wywierać presję na przeciwniku, bić często i uderzać kombinacjami po 2-3 ciosy w serii. Ponadto "Szpila" praktycznie nie zadaje ciosów na korpus, a bez tego ciężko zaskoczyć przeciwnika i znokautować go pojedynczym uderzeniem z lewej ręki. Drugim najpoważniejszym kłopotem Artura Szpilki jest jego przygotowanie fizyczne. Polak jest zdecydowanie zbyt kruchy jak na dzisiejszą wagę ciężką. Musi się wzmocnić by móc rywalizować z czołówką. Na to ma jednak czas. Pięściarze wagi ciężkiej swój prime w zdecydowaniej większości osiągają po 30 roku życia, a przypominam że Artur ma dopiero 24 lata. I na sam koniec poprawiona, lecz nadal mizerna defensywa. Cofanie w linii prostej, nie umiejętność zachowania się pod linami, nonszalanckie opuszczanie gardy w półdystansie. W dystansie bazując na swoim refleksie oraz ruchliwości radzi sobie zdecydowanie lepiej, to jednak na tą chwilę za mało.

Niewątpliwie wiemy więcej. Artur jest szybki, dynamiczny, potrafi uderzyć, dobrze pracuje na nogach, ma serce do walki. Do poprawy jest bardzo dużo elementów. Jak teraz "Szpila" będzie prowadzony? Zapewne w kolejnej walce otrzyma kogoś na przetarcie, a później oczekiwana konfrontacja z Zimnochem. Czy Artur będzie faworytem w walce z Krzyśkiem? Według mnie tak - Zimnoch to bokser jednowymiarowy, słaby psychicznie z tragiczną kondycją. Nie wytrzyma presji Artura i przegra przed czasem. Czy walka z Jenningsem była za wcześnie? Nie, Polak jest młody - ten pojedynek nauczył go więcej niż wszystkie poprzednie razem wzięte. Trzeba podejmować wyzwania i chwała Szpilce za "załatwienie" sobie tej walki. Czy Artur Szpilka to materiał na Mistrza Świata? Szczerze wątpię. Możemy być pewni że da nam wiele emocjonujących walk i jeszcze nie raz nastawimy dla niego budzik. Z pewnością Szpilka kiedyś o ten tytuł zawalczy, ale czy jest materiałem na przyszłego dominatora HW? Według mnie nie, obym się mylił.

sobota, 25 stycznia 2014

Fight Card gali z MSG.


Gdzie można obejrzeć walkę Szpilka vs Jennings?




Jak wszyscy wiedzą dziś w nocy wielkie bokserskie święto Artur Szpilka vs Bryant Jennings. Bezpośrednią transmisję od godziny 1:30 przeprowadzi Polsat Sport. Artur Szpilka powinien zjawić się w ringu około godziny 3:50. Nie wszyscy jednak mają komfort dostępu do Polsatu Sport. Gdzie jeszcze można obejrzeć tą galę? Linki poniżej:

1) http://forum.wiziwig.eu/threads/87720-Wiziwig-eu-Boxing-and-Fighting-Weekly-Schedule-(20th-Jan-28th-Jan)

2) http://www.meczyki.pl/transmisja-na-zywo,28469,gala_boksu_zawodowego_w_nowym_jorku_artur_szpilka_bryant_jennings_,1.html


3) Na iplatv możecie wykupić dostęp za 4,9zł. Link: http://www.ipla.tv/program-tv/transmisje/42-boks


Enjoy! 

piątek, 24 stycznia 2014

Powiedzieli o Szpilka vs Jennings.



Tomasz Adamek: "- Artur na pewno podjął duże wyzwanie, walcząc z Jenningsem, ale nie ma nic do stracenia. Jeśli nawet przegra ten pojedynek po ostrej walce, to zyska sobie fanów w USA. A zwyciężając wysoko, awansuje w rankingach bokserskich

James Ali Bashir (II trener Wladimira Kliczko): "- Ta walka może być bardzo brutalna, ciężko jednoznacznie wskazać faworyta. Pewnie większość będzie stawiała na Jenningsa, ale w mojej opinii jego zwycięstwo wcale nie jest takie pewne. Dla mnie ten pojedynek to klasyczne 50/50. Szpilka nie dowiaduje się o walce na trzy tygodnie przed galą, ma wystarczająco dużo czasu, żeby dobrze się przygotować"

Mariusz Wach: "- Artur jedzie na jego teren, ale my tyle motywacji w sobie że wie po co tam jedzie. Jedzie wygrać tą walkę przed czasem i tego mu życzę"

Dan Rafael: "- To naprawdę bardzo ciekawe zestawienie i poważna walka. Ale właśnie takich pojedynków dwóch niepokonanych bokserów potrzebuje ta dyscyplina. Zwycięzca zrobi ogromny krok naprzód - uważa Rafael. Zapytany o zakłócenie całego cyklu Szpilki i powrót na kilka dni do Polski, dziennikarz stwierdził - Trudno powiedzieć czy to w jakiś sposób mu zaszkodzi, ale na pewno nie pomoże Szpilce."

Andrzej Wasilewski: "- Przyznam, że ta walka jest za wcześnie co najmniej o pół roku. Natomiast sprawy się rozpędziły i poszły tak daleko, przez ambicję Artura, przez jego charyzmę, że w pewnym momencie stwierdziliśmy z Piotrem Wernerem - skoro aż tak się pcha, że nawet trener Łapin nie jest w stanie go powstrzymać, to niech boksuje. Jako jego promotorzy oczywiście musimy brać pod uwagę wariant negatywny, czyli porażkę naszego boksera. Zrobiliśmy rachunek sumienia. Artur faworytem dla nikogo z ekspertów nie będzie. I przez to będzie to dla kibiców większa gratka. Dostaną to, na co czekają, czyli wielkie emocje, nerwy i adrenalinę"

Ołeksandr Usyk (Mistrz Olimpijski z Londynu): "- Artur Szpilka w pojedynku z Bryantem Jenningsem nie ma żadnych szans - stwierdził - Widziałem Jenningsa w walce z Andriejem Fiedosowem. Jest bardzo dobry - sprytny, cierpliwy. A Szpilka? Ofiara, kompletne zero. Przez całą walkę obrywa, a potem udaje mu się trafić i zwycięża. Sądzę, że w pojedynku z Amerykaninem nie ma żadnych szans

Robert Złotkowski: "- Myślę, że wbrew opinii wielu nie jest za wcześnie dla Artura na tą walkę. To będzie dla niego prawdziwy test w wadze ciężkiej." 

Mateusz Masternak: "- Ja jako wielki kibic chętnie tą walkę obejrzę. Walka na HBO z niepokonanym Amerykaninem. Artur sam zdecydował się na ten pojedynek, według mnie jest to bardzo mądra decyzja Artura. Dla większości nie będzie faworytem. Gala nie jest robiona dla Szpilki, tylko dla jego przeciwnika. Ta walka odpowie czy Artur już jest gotów na prawdziwe walki czy będzie musiał jeszcze trochę poczekać. Szansę rozkładam 50/50."  

Krzysztof Zimnoch: "- Jeżeli Szpilka nie wyciągnął wniosków i będzie dawał się trafiać tak jak robił to Mollo, wówczas Szpilka przegra przed czasem. Przy pierwszym kryzysie zostanie znokautowany. W 2012 roku sparowałem z Jenningsem sześć rund. Było ciężko, bo on jest silny fizycznie, a i jego cios ma swoją wymowę. Do tego wszystkiego ma dobrą kondycję. Tylko ta jego siła też jest specyficzna. Nie zabiera szybko ręki od punktu, w który uderza, przez co te jego ciosy są trochę pchane. Przede wszystkim jednak jest mocny fizycznie i bardzo wytrzymały. Sparowałem z nim sześć rund, po których zszedłem z ringu naprawdę zmęczony. Do niego natomiast wszedł inny zawodnik na kolejne sześć starć, a Jennings go znokautował w ostatniej, dwunastej rundzie. I to naprawdę ciężko znokautował, bo trzeba było faceta aż polewać wodą by doszedł do siebie. Bryant po tym wszystkim wszedł jeszcze na trzy kolejne rundy na tarczę i jeszcze trzy na worek. Tak więc kondycję ma świetną i nie będzie w jego wykonaniu żadnych "przystanków" ani słabszych okresów. Oczywiście nigdy nie można być niczego pewnym w boksie, ale takie są moje odczucia. Szpilka też mocno bije, nawet dynamiczniej od swojego przeciwnika. Problem w tym, że Szpilkę łapią kryzysy. Przyjdzie piąta czy szósta runda i Artura taki kryzys złapie. A jeśli tak będzie, to Amerykanin rzuci się na niego jak na ofiarę swoimi seriami i raczej już nie wypuści. Jeżeli Szpilkę złapie kryzys, to Jennings to wykorzysta i go skończy."

24 maja mistrzowska szansa Andrzeja Fonfary!




To już pewne. 24 maja na ringu w Montrealu Andrzej Fonfara stanie przed pierwszą w karierze szansą wywalczenia tytułu mistrzowskiego kategorii półciężkiej. Rywal arcytrudny - Adonis Stevenson, który w ostatnich trzech pojedynkach odprawił przed czasem kolejno: Chada Dawsona, Tavorisa Clouda oraz Tonyego Bellewa. Dla uzmysłowienia sobie przed jakim zadaniem stoi "Polski Książe" warto wspomnieć, że Stevenson znokautował Dawsona już w pierwszej rundzie. Tego samego Dawsona, który kilka lat temu wypunktował naszego Tomka Adamka, odbierając mu tytuł WBC w kategorii półciężkiej.

Kariera Fonfary jest delikatnie mówiąc specyficzna. Karierę rozpoczął w Polsce, pojedynkiem z Miroslavem Kubikiem (0-3-0) w momencie starcia, obecnie (0-21-1). Andrzej wygrał to starcie decyzją dwa do remisu. Później tłumaczył, że sędzia Zbigniew Lagosz punktujący 39:39 widział zupełnie inną walkę.
To był jedyny pojedynek Fonfary na polskiej ziemi, pozostałe jego walki odbyły się w Stanach Zjednoczonych, gdzie wyjechał wspólnie m.in. z Andrzejem Gmitrukiem, który zamierzał w USA rozkręcić grupę promotorską pod nazwą IBC. Ostateczne plany Gmitruka nie wypaliły, a Fonfara wspólnie z Grzegorzem Soszyńskim pozostał w Stanach. W trzecim zawodowym pojedynku przeciwko debiutującemu na zawodowych ringach Johnemu Higginsowi Jr Fonfara zaliczył deski.
Pierwsza zawodowa porażka przyszła już w 5 walce. Eberto Medina (1-1-0) w momencie pojedynku, (6-8-1) obecnie gładko wypunktował Fonfarę stosunkiem 49-46, 49-46, 49-45. Później przyszła seria 6 zwycięstw przeciwko kompletnie nieznanym przeciwnikom. W dwunastej zawodowej walce Fonfara został znokautowany przez Derricka Findleya (11-2-0), obecnie (20-11-1). W kolejnych 2 pojedynkach AF schodził z ringu jako zwycięzca. Przełom nastąpił w walce z Skylerem Thompsonem (11-3-0). Fonfara wygrał przed czasem, jednak testy antydopingowe wykazały w jego organizmie obecność sterydów. Walka uznana została za nieodbytą. I tutaj warto zwrócić uwagę na statystyki Fonfary do tej walki i po tej walce.
Do walki z Thompsonem Fonfara wychodził z bilansem 12-2-0. Z dwunastu wygranych walk Fonfara przed czasem rozstrzygnął tylko trzy. Z kolei w erze "po Thompsonowej" rekord Andrzeja przedstawia się 13-0-0. Z trzynastu wygranych walk przed czasem Andrzej rozstrzygnął aż dwanaście! Jedynym, który wytrzymał z Polakiem cały dystans był słynący z betonowej szczęki Glen Johnson.

Fonfara do momentu znokautowania rywala często przegrywa na punkty. Tak było w walkach z Campillo czy Karpencym. I tutaj upatruje szans "Polskiego Księcia" przeciwko Stevensonowi. Porównując obu pięściarzy nie widzę innego sposobu na korzystne rozwiązanie tego pojedynku przez Andrzeja niż nokaut. Stevenson ma przewagę praktycznie w każdym aspekcie bokserskiego rzemiosła. Fonfara jednak wielokrotnie udowadniał, że nigdy nie można go skreślać - dlatego też 24 maja czeka nas kolejne bokserskie święto.

środa, 22 stycznia 2014

Najsłynniejsze bokserskie areny.



Każdy pięściarz z ambicjami marzy o stoczeniu pojedynku w jednej z nich. Obrosły legendami, gościły największych pięściarzy, biły rekordy pod względem zysków z biletów. Czas na prezentację największych bokserskich aren:


Na początek hala zyskująca coraz większą popularność, w której w ostatnim czasie odbywa się najwięcej pojedynków na szczycie. Numer 1 w mieście, które jest numerem 1 jeżeli chodzi o boks na świecie. MGM Grand w Las Vegas. MGM to superluksusowy hotel - 2 pod względem wielkości na świecie, a zarazem największy w całych Stanach Zjednoczonych. Sama Arena mieści 16 800 ludzi. Miejsce uwielbiane przez byłego prawnika rodziny Kennedych - samego Boba Aruma. Dlatego też tak często walczy tu Manny Pacquiao. To właśnie w tej chwali "Żelazny Mike" ogryzł ucho Evanderowi Holyfieldowi, a 45-letni Geogre Foreman znokautował Michela Moorera zostając najstarszym mistrzem wagi ciężkiej w historii.


Na moment przenosimy się do miejsca, w którym już w najbliższą sobotę Artur Szpilka stoczy najważniejszy pojedynek w swojej dotychczasowej karierze. Madison Square Garden w Nowym Jorku. Bez cienia wątpliwości można powiedzieć, że MSG to najsłynniejsza arena zmagań pięściarzy w historii. Zbudowana w 1879 roku, czterokrotnie przebudowywana. Jej aktualna pojemność (na zmagania bokserskie) wynosi 20 789. Tak na marginesie warto dodać, że "Szpila" swój pojedynek stoczy w The Theather at Madison Square Garden (pojemność 5600). Nie stanowi to większej różnicy, bo w końcu MSG to MSG. To właśnie w tym miejscu ponad 130 lat temu walczył pierwszy mistrz wagi ciężkiej w historii - John L. Sullivan. Także w MSG Andrzej Gołota stoczył epicki bój z Riddickiem Bowe. Ponadto w MSG odbyła się cała masa spektakularnych walk, by wspomnieć "tylko" Ali vs Fraizer czy Lewis vs Holyfield.


Wracamy na zachód Stanów Zjednoczonych, do stolicy światowego hazardu - Las Vegas. To w tym kasynie w 1999 roku Oscar de la Hoya wspólnie z Felixem "Tito" Trinidadem wyprzedali wejściówki za łączną kwotę 12 949 500$. Miejsce spopularyzowane głównie przez Dona Kinga i Boba Aruma, którzy w latach 80-tych ubiegłego stulecia upodobali sobie organizację walk właśnie w Mandalay Bay. Jako ciekawostkę warto dodać, że właśnie tutaj kręcono "Ocean's Thirteen" oraz "Kac Vegas". Ostatnio często swoje gale organizuje tu federacja UFC.


Caesars Palace w Las Vegas, czyli Sugar Ray Leonard, Marvin Hagler, Thomas Hearns, Larry Holmes, czy coś więcej trzeba dodawać? Może słynny incydent z lądowaniem spadochroniarza na linach ringu w trakcie walki Bowe vs Holyfield? Dla bardziej dociekliwych warto nadmienić, iż w tym kompleksie mieści się Pure NightClub zajmujący powierzchnię...3300m2 ;-)


I na zakończenie akcent europejski. O2 Arena, znana także jako Millennium Dome. Zbudowana w 1999 roku, by uczcić nowe tysiąclecie. Aktualny numer jeden w Anglii, swoje walki toczyli tu najwięksi brytyjski bokserzy - David Haye czy Carl Froch. Oczywiście daleko tej hali o pojemności 23 tys do legendarnych hal wymienionych wyżej. W Europie jest to jednak numer 1.

Magia Ringu na FB.



W związku z dynamicznym rozwojem bloga, sugestiami czytelników oraz dalekosiężnymi planami z dniem 22 stycznia do życia powołany został facebook'owy Fan Page. Zapraszam wszystkich fejsbukowiczów do polubienia.



wtorek, 21 stycznia 2014

Boks kolejnych epok - futurystyczne marzenia.



Zastanawialiście się kiedyś jak chcielibyście by wyglądała nasza ukochana dyscyplina za kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt lat? Co uatrakcyjniłoby szermierkę na pięści w kolejnej epoce? Co Was drażni i co powinno się zmienić?

Ja tak. Dlatego ten artykuł będzie dotyczył zmian, które według mnie uczyniłyby świat boksu lepszym. Część z nich z pewnością wyda się Wam nierealnymi, niektóre mogą brzmieć jak science-fiction, ale kto zabroni kibicowi marzyć?

Po pierwsze federacje. Aktualnie mamy 4 liczące się federacje - WBC, WBA, WBO i IBF. Do tego dochodzi pukająca do bram przewodzącej czwórki federacja IBO, lokalna fedracja EBU oraz cała masa nic nie znaczących w stylu KFC, WWW, NBA czy cokolwiek Wam przyjdzie do głowy. Znaczenie pasów tychże federacji jest podobne do znaczenia KFC w zawodowym boksie. Polityka 4 głównych graczy jest prosta - wygenerować jak największy zysk. Powołują do życia nic nie znaczące pasy regionalne, wicemistrzowskie czy tymczasowe. Kreują rankingi według własnych potrzeb, nie bacząc na poziom sportowy. Dochodzi do tak kuriozalnych walk reklamowanych jako pojedynki o tytuł Mistrza Świata (patrz Wawrzyk vs Povetkin). Jak chciałbym aby to wyglądało? Jest jedna federacja, jeden pas, jeden prawdziwy mistrz w każdej kategorii wagowej. Pas o olbrzymim znaczeniu i respekcie. Przyjmijmy że posiadaczami tego pasa na dzień dzisiejszy są posiadacze pasa WBC. I tak w najbliższym roku czekałyby nas walki:
Włodarczyk vs Huck/Hernandez/Jones, Stevenson vs Kovalev/Hopkins czy Martinez vs Golovkin. Zbyt piękne by było  prawdziwe realne.

Po drugie promotorzy i telewizje. Obecnie na rynku mamy kilka znaczących grup promotorskich. Na czele z TOP RANK, GBP czy NG Promotions* (*kiepski żart) ;-). Często skonfliktowanych ze sobą lub po prostu związanych kontraktami z innymi stacjami telewizyjnymi. Mekką boksu są Stany Zjednoczone, a tam na rynku jest dwóch graczy: ShowTime i HBO. Z powodu konfliktu interesów ShowTime i HBO, a co za tym idzie grup promotorskich w najbliższym czasie nie zobaczymy kilku niezwykle ciekawych walk, na czele z Mayweather vs Pacquiao. Jak to rozwiązać? Rozwiązanie ryzykowane, ale według mnie najlepsze - monopol. Chciałbym by ktoś na wzór inwestycji Romana Abramowicza w Chelsea zainwestował potężne pieniądze w grupę promotorską oraz własny, globalny kanał sportowy. Skupił wokół siebie największych pięściarzy i konfrontował ich ze sobą, transmitując pojedynki poprzez kanał bokserski nadający 24/7. Zbyt piękne by było  prawdziwe realne.

Po trzecie punktowanie walk. Teraźniejszy system to 3 sędziów oceniających pojedynek. O ile ilość kontrowersyjnych decyzji w USA jest znikoma, o tyle na rynku europejskim czy azjatyckim często mamy do czynienia z mówiąc wprost, oszustwami. Dawno temu funkcjonowały newspaper decision. Poszedłbym trochę w tym kierunku. Chciałbym by ważne walki były oceniane przez osoby uznane w środowisku, którym najzwyczajniej w świecie nie opłaca się narażać własnego nazwiska. Dziennikarzy (w Polsce np. Pindera, Borek, Garcarczyk) czy też uznanych ex-zawodników (Saleta, Michalczewski). W mniej znaczących walkach można po prostu zwiększyć liczbę sędziów, by zminimalizować możliwość przekrętu. Zbyt piękne by było  prawdziwe realne.

Po czwarte ważenie. W dzisiejszych czasach często dochodzi do sytuacji, w których zawodnik wnosi do ringu 5, nawet 10 kg więcej aniżeli dzień wcześniej pokazała waga na oficjalnym ważeniu. Osobiście lubię konfrontację mistrzów dwóch różnych dywizji w umownym limicie. Wielu championów jednak rezygnuje z takiej konfrontacji z bardzo prostej przyczyny - rywal w dniu walki będzie miał 10 kg przewagi. Jak temu zaradzić? Rozwiązanie jest banalne - ważenie przed wejściem do ringu. Zbyt piękne by było  prawdziwe realne?!

I wreszcie po piąte wizerunek dyscypliny. Boks przez wielu traktowany jest jako sport brutalny, mordobicie. W opinii społeczeństwa uprawiają go głównie kryminaliści, degeneraci oraz ludzie z niższych klas społecznych. Każdy kto kiedykolwiek miał okazję trenować boks wie że jest to sport niezwykle ciężki, uczący szacunku oraz kształtujący osobowość młodych ludzi. Szermierka na pięści. Wypadki zdarzają się wszędzie - w sportach motorowych, zimowych czy nawet piłce nożnej. Wszyscy ludzie zakochani w tej pięknej dyscyplinie powinni dbać o jej wizerunek. Popularyzować ją. Mam nadzieję, że w kolejnych latach w naszym kraju nastanie moda na pięściarstwo, a ilość młodych adeptów będzie rosła z roku na rok. Powrócimy do dawnych tradycji, a wykupienie Stadionu Narodowego na walkach Polaków o znaczące tytuły będzie kwestią kilku godzin.